Grzesiek
Rano po raz ostatni pakuję sprzęt. Namiot dosycha w promieniach porannego słońca. Następna noc już w domu ;) Po śniadaniu studiuję mapę i obmyślam trasę powrotną. Kieruję się na Mukachevo i dalej na Użhorod, gdzie znajduje się przejście graniczne ze Słowacją. Wiedząc, że odcinek przez resztę Ukrainy może być utrudniany przez mundurowych, przezornie w portfelu zostawiam jedynie 10$. Po drodze mijam wiele urokliwych winnic.
Rano po raz ostatni pakuję sprzęt. Namiot dosycha w promieniach porannego słońca. Następna noc już w domu ;) Po śniadaniu studiuję mapę i obmyślam trasę powrotną. Kieruję się na Mukachevo i dalej na Użhorod, gdzie znajduje się przejście graniczne ze Słowacją. Wiedząc, że odcinek przez resztę Ukrainy może być utrudniany przez mundurowych, przezornie w portfelu zostawiam jedynie 10$. Po drodze mijam wiele urokliwych winnic.
| Agroobiekty są monitorowane i pilnie strzeżone... |
Wjeżdżając do Mukachevo omijam korek pasem do skrętu w prawo i tuż przed tirem staję jako pierwszy przed skrzyżowaniem. Zielone. Ruszam... i po 100 m zostaję zatrzymany przez miejscowego "stróża prawa i porządku". Szybko dochodzimy do kompromisu dyktowanego zawartością mojego portfela. "Dawaj diengi i ujeżaj w pizdu...". W wynegocjowanym deal'u znajduje się również wspólna pamiątkowa fotka...
| Siergiej "wypchana kieszeń" czyli ukraińskie "To Serve and Protect" |
Historia się powtarza jeszcze raz, ale mój pusty portfel i obrana taktyka "na przeczekanie" , wzmacniana co jakiś czas oświadczeniem: "Nie zapłacę, ni c#%J@", przynosi efekt i po 30 minutach ruszam dalej.
Już spokojnie dolatuję do granicy w Użhorod. Jeszcze kufelek kwasu z miejscowymi i po 1,5 godzinnej procedurze celnej zostaje mi tylko odcinek 150 km po słowackiej ziemi.
| Już czuć zapach bigosu...;) |
Epilog
Przejechaliśmy ok. 5 tys. km w 11 dni. Pomimo że miejscem docelowym był Stambuł, to tak naprawdę przygodę odnajdowałem w przeróżnych miejscach, na różnych etapach tej podróży i pod różnymi postaciami.
Pamiętam smak bułgarskich mekici, greckich fig czy tureckiego karsik tursu.
Pamiętam dobroć spojrzenia kobiet z bułgarskiej Satovca, zapach greckich sadów
oliwnych czy sklepu z przyprawami na tureckim bazarze. Pamiętam nieznośne pieczenie
skóry po kąpieli w słonym Morzu Egejskim czy smaganie rumuńskiego słońca w
centrum Alba Julia. Po raz kolejny utwierdza mnie to w przekonaniu, że nie cel czy ilość "zaliczonych" zabytków z listy UNESCO, a sama droga i ludzie, których na niej spotykam stanowią o wartości i sensie podróżowania.
Droga prowadząca przez wiele
granic stwarza możliwość odkrycia także własnych ograniczeń czy przesunięcia ich tak, aby zyskać szersze czy wrażliwsze spojrzenie na świat. Pomaga zweryfikować optykę na stereotypy, którymi czasem nieudolnie się podpieramy w
otaczającej nas rzeczywistości. Pomaga na nowo odkryć albo nadać nowe, nieznane
dotąd znaczenie takich pojęć jak: zaufanie, współpraca, zmaganie się i wspólne trwanie
pomimo trudów… Wzmacnia w nas to, co wartościowe, a kruszy co słabe. I właśnie
w taki sens każdego podróżowania mocno wierzę…
Mam świadomość, że zostawiłem za sobą wiele miejsc, do których warto byłoby jeszcze kiedyś wrócić. Ale może właśnie one staną się inspiracją do kolejnej przygody..?
Dziękuję
bliskim za cierpliwość i wyrozumiałość
napotkanym ludziom za okazane serce i gościnność
firmom i instytucjom z wsparcie naszej podróży
![]() |
| Trasa naszej przygody |
Dzisiejsza trasa - 306 km

